ZAKOCHANA HRABINA – ROZMOWA Z URSZULĄ GAJDOWSKĄ

24 lutego ukaże się trzeci tom cyklu powieściowego „W dolinie Narwi” – „Zakochana hrabina” pióra Urszuli Gajdowskiej. W 2021 r. ukazały się dwa tomy cyklu „Zadziorna baronówna” i „ Panna bez majątku”.  Autorka z wdziękiem gra konwencją romansu historycznego, powieści płaszcza i szpady, a także… kryminału. Akcja całego cyklu „W dolinie Narwi” toczy się w latach 1815-1825, w burzliwym czasie końca okresu Napoleońskiego i Kongresu Wiedeńskiego, który dał początek  Królestwu Polskiemu. To czas pięknych długich sukien, bali, konwenansów, architektury dworskiej, wynalazków, targowisk małżeńskich i pojedynków.  Znajdą w cyklu „W dolinie Narwi” upodobanie miłośnicy i  Aleksandra Duma, i Jane Austin, i Artura Conan Doyle’a, wreszcie popularnego serialu „Bridgertonowie”. Świetnie zarysowane realia epoki, skrzące się dowcipem dialogi i pełnokrwiści bohaterowie. Przednia zabawa!

A co mówi autorka?

 

„Zakochana hrabina”… Jest tu romans i przygoda, a wszystko rozgrywa się w XIX-wiecznym anturażu. Skąd pomysł na połączenie powieści historyczno-obyczajowej z sensacyjną?

Z sensacją i odrobiną komedii. Sama poszukuję takich książek, w których coś się dzieje. Bohaterowie nie tylko popijają herbatkę gawędząc o pogodzie, ale popadają w tarapaty, przeżywają przygody. Lubię czytać o intrygach, skandalach, śledztwach, ale też o rozwijających się uczuciach i wahaniach emocjonalnych. Dlaczego nie połączyć tego wszystkiego w całość?    

Czyli efekt literackich fascynacji…

W dużej mierze. Czasami dobrze jest pośmiać się i zrelaksować przy lekturze przy okazji poznając drobne ciekawostki historyczne. Innym razem miło jest się wzruszyć albo przenieść do innej epoki i oderwać od szarej codzienności.

Sądzi Pani, że połączenie historycznego tła z romansem i przygodą to przepis na wydawniczy sukces?

Dopiero raczkuję na rynku wydawniczym, więc nie potrafię odpowiedzieć na to pytanie. Bardzo bym chciała, aby tak było, ale rynek książki nie jest rynkiem łatwym i trzeba być przygotowanym zarówno na poklask, jak i krytykę.  

„W dolinie Narwi” – taki tytuł nosi cały cykl i to przede wszystkim na nadnarwiańskich terenach Podlasia rozgrywa się akcja. Dlaczego?

Dolina Narwi niewątpliwie jest urokliwym miejscem, więc bardzo łatwo jest opisać jej walory. Poza tym znam te tereny, odwiedzam je i łatwiej mi zweryfikować informacje o nich. Pochodzę z niewielkiej podlaskiej wsi, mój mąż również i wracamy tam, kiedy tylko nadarzy się okazja.

I XIX stulecie. Czas konwenansów towarzyskich, balowych sukien, architektury dworskiej…   Czy z tego powodu wybrała Pani akurat takie tło historyczne?

Zdecydowanie tak. Uwielbiałam (zresztą nadal uwielbiam) książki Jane Austen i to od nich zaczęłam przygodę z literaturą niedziecięcą. Długie suknie, etykieta, romantyzm… Poza tym okres kilku lat po Kongresie Wiedeńskim z 1815 roku to osobliwy czas w dziejach naszego kraju. Zanim okazało się, że polskość Królestwa była jedynie złudzeniem, a car Aleksander I cieszył się jeszcze sympatią znacznej części Polaków mogli oni skupić większą uwagę na życiu codziennym, w tym również towarzyskim.

 

Bohaterką każdej części cyklu jest kobieta. Sabina, Małgorzata, Aurelia. Co je łączy?

W zasadzie każdy tom to para bohaterów i starałam się przedstawić w nich sytuację zarówno z damskiej, jak i męskiej perspektywy. Każdy tom to odrębna historia i można je czytać bez znajomości pozostałych, jednak ich bohaterowie pojawiają się także w pozostałych, bo albo są ze sobą spokrewnieni, albo zaprzyjaźnieni. W pierwszym tomie poznajemy Sabinę, zadziorną baronównę, którą nudzi salonowe życie i bardzo chce dołączyć do zespołu jej ojca. Prowadzi on dyskretne śledztwa w kręgach arystokracji dzięki pomocy trzech przystojnych dżentelmenów. Jeden z nich, Wiktor ma za zadanie „wspierać” jego córkę. W kolejnych tomach poznajemy bliżej m.in. dwóch pozostałych panów, kuzynki Wiktora i kuzyna Sabiny.  Wszystkie bohaterki łączy otwartość na przygody. Jedne same się do nich rwą, a inne odkrywają w nich przyjemność, kiedy zostają w nie wepchniętą siłą.   

A jak Pani bohaterki odnajdują się w świecie, w którym kobieta ma tak niewiele do powiedzenia?

Jedne bez większych problemów, inne bardzo się temuż faktowi sprzeciwiają. To różne kobiety, więc i różne spojrzenia na świat, który je otacza.

Czyli nie są wyłącznie ozdobami salonu, istotami, które jako zbyt lekkomyślne nie mogą podejmować decyzji?

Niektóre nawet nie są uważane za ozdoby salonu… Wszystkie w mniejszym lub większym stopniu starają się podejmować własne decyzje. Niektóre wbrew otoczeniu, co przysparza im sporych kłopotów, inne mają tę wygodną sytuację, że są wdowami, a stan ten w tamtych czasach bardzo wiele kobietom (zwłaszcza majętnym) ułatwiał. Ale bywają tez lekkomyślne… I to też jest ciekawe, czasem irytujące, a czasem szalenie zabawne.  

Czy tworząc postać Aureli inspirowała się Pani jakąś postacią literacką, a może jest ona wzorowana na kimś z Pani otoczenia?

Aurelia to wytwór mojej wyobraźni. Jest siostrą Małgorzaty z tomu II. Tą ładniejszą, stawianą przez wszystkich na świeczniku, uważaną za wzór do naśladowania, prawdziwą damę, która nie ma aspiracji wychodzenia poza schemat i dążenia do czegoś więcej, niż jej przypadło w udziale. Czy słusznie? Łatwo to zweryfikować, kiedy staje twarzą w twarz z Edmundem, uwodzicielem, hazardzistą, hulaką, człowiekiem, który sprowadził na złą drogę jej dawnego narzeczonego i którego urokowi trudno się oprzeć.

Aurelia, młoda wdowa i przyzwoita kobieta, zaraz po powrocie do ojczyzny zostaje wplątana w niebezpieczną aferę. Przyznajmy, że czerpie z tego niejaką przyjemność…

W każdym człowieku drzemie drapieżna natura, nikt nie jest jednowymiarowy i Aurelia też taka być nie może. Nie ma oczywiście rozdwojenia jaźni, po prostu mimo wewnętrznego buntu nie jest w stanie poradzić nic na to, że niebezpieczne przygody zaczynają ją coraz bardziej fascynować.

No i pociąga ją nicpoń i kobieciarz…

Do czego również nie potrafi się sama przed sobą przyznać, co rodzi wiele komicznych sytuacji. Ale Edmundowi nie sposób się oprzeć. Sama pozostaję pod jego dużym wrażeniem.

 

Jak to jest. Wymyśla Pani konkretną postać i twardo się Pani tego trzyma, czy też bohater po pewnym czasie zaczyna żyć własnym życiem?

Tworzę jedynie zarys postaci (wygląd, charakterystyczne cechy osobowości, powiązania, itd.) w trakcie pisania zaczyna ona nabierać właściwych kształtów i finalnie czasem okazuje się zupełnie inna niż w pierwszych moich założeniach.   

W „Zakochanej hrabinie”, podobnie jak w poprzednich tomach, nie brakuje zabawnych dialogów. Jak się takie dowcipne dialogi pisze?

Mam to szczęście, że spotkałam w życiu kilkoro ludzi potrafiących posługiwać się żartem, ironią, sarkazmem i dzięki temu mogłam pozwolić sobie na przytyki i potyczki słowne. Uwielbiam dowcipne konwersacje i bardzo żałuję, że tak wielu ludzi tego nie docenia w życiu realnym, dlatego z pełną premedytacją (i ulgą, bo ileż można je trzymać niewypowiedziane w głowie) przenoszę je do książek.  

A zabawne sceny? Pomysły napływają nagle, a może notuje Pani w pisarskim kajeciku zaobserwowane sytuacje…

Mam kajecik, a dokładniej rzecz ujmując konkretny gruby kajet. Notuję i szkicuję tam wszystko, co mi się może przydać. Wiele sytuacji zaobserwowałam czy usłyszałam (bo lubię słuchać ludzi i wyłapywać z ich wypowiedzi coś dla siebie), ale większość jednak powstała w mojej wyobraźni lub są przerobionym scenkami z moich własnych doświadczeń.

W jaki sposób zbiera Pani materiały do stworzenia historycznego tła w książce?

Odwiedzam biblioteki i szperam w Internecie, rozmawiam ze starszymi ludźmi. Żyjemy w czasach, w których dostęp do informacji jest bardzo szeroki. Problem polega raczej na wybraniu czegoś wartościowego.

Co w pracy nad książką Pani najbardziej lubi?

Najbardziej lubię momenty, w których historia mnie zaskakuje. Czasem mam zaplanowaną scenkę (która zwyczajnie pasuje do reszty), ale w trakcie pracy zaczyna ona żyć własnym życiem i ja jedynie spisuję to, co się rozgrywa poza moim planem.

Czy mogłaby Pani przywołać ulubiony epizod lub fragment z „Zakochanej hrabiny”? 

– Sięgnie pani do okienka?
– Spróbuję. – Odsunęła go i zakasawszy spódnicę, stanęła na krześle. – Zaraz. – Odwróciła twarz w jego stronę. – Mógł pan wyswobodzić nas, zanim…

Miała ochotę przyłożyć mu związanymi rękoma, ale złapał ją za pośladki i zaczął podsadzać do góry. Spięła się, gdy poczuła na sobie jego silne dłonie, nie powiedziała jednak ani słowa. Wiedziała, że wolność jest już blisko (…).

Zdążyła tylko ułożyć dłonie w kształt przypominający strzałę i pochylić głowę. Wylądowała oparta na brzuchu, zwisająca przez okucie z głową na zewnątrz i nogami w środku. Major wskoczył na krzesło i wypchnął ją z całej siły, tak że niemal zaryła nosem w podłoże, ale zdołała podeprzeć się rękoma i jedynie wysmarować błotem (…).

Pomogła mu przewrócić się nieco, tak by ustawiony ukośnie w prostokątnym otworze wyswobodził się przez niego. Oczywiście kiedy już wychylał się, zawieszony podobnie jak przed chwilą ona, nie omieszkała się odsunąć, by stracił równowagę i również się nieco wybrudził.

Rzecz jasna on nie zdążył wyciągnąć ścierpniętych rąk i wylądował twarzą w błotnistej mazi. Podniósł się w milczeniu, uniósł dłonie do zamkniętych powiek, żeby wydobyć oczy spod warstwy błota. Uśmiechnął się jednak łagodnie, gdy zauważył, że stoi skonsternowana, niepewna, czy powinna się śmiać, czy uciekać, po czym podszedł do niej wolnym krokiem i całe błoto, jakie miał na rękach, wytarł w dół jej sukni. Ponieważ nie zaoponowała, to samo zrobił z twarzą, przyklęknąwszy przed nią na jednym z kolan.

– I tak była brudna – wyjaśnił z właściwym dla siebie urokiem.

– No wie pan?!

– Na bal się pani nie wybiera, jak mniemam.

Jesienią ukaże się kolejny tom cyklu „W dolinie Narwi”. Przybliży nam Pani postać bohaterki?

W tym roku (jeśli wszystko dobrze pójdzie) ukażą się jeszcze dwa tomy. Są już gotowe i czekają spokojnie na swoją kolej. W pierwszym pojawi się Natalia, zahukana przez teściową młoda wdowa i nękany demonami przeszłości weteran wojen napoleońskich (kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach), więc będzie trochę poważniej, ale będą też i niebezpieczeństwa, i odrobina humoru. W drugim Hanna, zbuntowana szlachcianka, którą matka koniecznie chce wbrew woli wydać bogata za mąż, a ta jej wcale zadania nie ułatwia.

Czy powieść historyczno-obyczajowa to jest gatunek, w który czuje się Pani najlepiej, czy też chciałaby Pani spróbować sił np. w kryminałach?

Ja bym raczej zaklasyfikowała poszczególne tomy do romansów historycznych lub powieści awanturniczych, bo mamy tam miłość, nieprzesadną erotykę, intrygi, pojedynki, zagadki… Kryminały lubię, ale póki co nie chodzi mi nic w tym gatunku po głowie.

 A może ma Pani jakąś wyjątkową historię do opowiedzenia? Może dla dzieci? Jest Pani przecież pełnoetatową mamą.

Mam kilka napisanych bajeczek, ale raczej do użytku rodzinnego. Myślałam o czymś związanym z problemem Mutyzmu Wybiórczego, z którym zmaga się mój najstarszy syn, skierowanym właśnie do dzieci/nastolatków lub czymś związanym z innym zaburzeniami lękowymi. Przy mojej trójce i dzieciakach z rodziny tematów do pisania jest multum, od komicznych po wyciskające łzy i tragiczne. Pewnie wplączę jakiś motyw z tych doświadczeń do którejś historii, a może uda mi się napisać coś zupełnie innego. Teraz jednak skupiam się na kolejnym cyklu o zbliżonej tematyce, a niestety nie posiadam mocy wydłużania doby, więc inne projekty muszą poczekać.  

Dziękuję za rozmowę

Magda Kaczyńska

Wydawnictwo Szara Godzina 2017 | Designed By mappo.pl
We use cookies
Szanowny Użytkowniku, informujemy, że serwis korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Pliki cookies są niezbędne do możliwości korzystania ze serwisu.