Wywiad z Wiolettą Piasecką z okazji premiery powieści "Niezapomniany walc"

Właściwie w tej powieści jest bardzo dużo ze mnie. Tkwiłam latami w takim patriarchalnym małżeństwie jak małżeństwo Wojtka i Kaliny, w dodatku pracowałam na etacie i pisałam książki. - mówi Wioletta Piasecka o książce "Niezapomniany walc", który ukaże się 6 czerwca. Rozmawiamy z okazji premiery.

„Niezapomniany walc” - taki tytuł ostatecznie otrzymała Pani powieść, której premiera zapowiadana jest na 6 czerwca, ale początkowo miała nazywać się inaczej?

Historia Kaliny zrobiła się w mojej głowie już jakiś czas temu i dałam jej roboczy tytuł „Kochanek na receptę”. Ten tytuł podobał się zarówno mnie, jak i mojemu wydawcy. Dochodziło nawet do śmiesznych sytuacji, bo gdy siadałam do biurka, by napisać kolejny rozdział, mówiłam bliskim, że zabieram się za kochanka 😊. Jednak im bliżej końca, tym nachodziły mnie refleksje, czy aby czytelnicy nie zaszeregują tej pozycji jako erotyk. Wahałam się, co do tytułu, bo wydawał się świetny, w dodatku się z nim zżyłam. Przyznam, że szalę przechyliła prośba mojej mamy. Poprosiła mnie, bym poszukała innego tytułu. Uszanowałam to i zaczęliśmy wspólnie z wydawcą burzę mózgów. Wydawca wymyślił piękny tytuł: „Zatańcz ze mną, Kalino”, ale ja uparłam się na „Niezapomniany walc”.

Dlaczego  zależało Pani na tytule „Niezapomniany walc”?

Mottem do powieści są słowa Agnieszki Osieckiej z walca „Noce i dnie”. Cała piosenka idealnie wkomponowuje się w moją powieść. Pasją Kaliny jest taniec, w dodatku zakochuje się w maleńkiej greckiej miejscowości z białymi domkami, no i przede wszystkim w mężczyźnie… Gdy w pewnym momencie się rozstają, Nikos pociesza ukochaną, mówiąc jej, że te same gwiazdy świecą nad Grecją i Polską, a ta jedna jedyna, którą jej pokazuje, pozostanie tylko ich, i będzie dla nich nadzieją, że nie pozostaną bez miłości. We fragmencie piosenki Osieckiej: „Nasz dom, nasz ląd zniknie gdzieś, odpłynie w dal biała wieś. Będziemy snem, zorzą zórz, morskim dnem i gwiazdą” zawarte jest sedno miłosnej historii Kaliny, dlatego chciałam, a wręcz uparłam się na ten właśnie tytuł.

 

To powieść o różnych odcieniach miłości?

To prawda. Od tej opartej na pobudkach erotyczno-materialnych czyli relacji Alicji i Filipa, po tę zaniedbywaną przez lata, jak małżeństwo Kaliny i Wojtka. Opisuję także związek z niedopowiedzeniami i zdradami czyli trudną miłość rodziców Kaliny. Aż po wyśnioną, jak uczucie Kaliny i Nikosa. Każda z relacji jest inna, jednak każdą z nich można by w odpowiednim momencie uratować, gdyby dwie strony dały z siebie więcej.  Myślę, że z miłością tak jest, że odpuszczona, zaniedbana, ulatuje. Potem nawet może i pragnęlibyśmy coś zmienić, ale boimy się okazania cieplejszych gestów, a miłosne szepty nie przechodzą już nam przez gardło. Boimy się śmieszności i odrzucenia i tkwimy latami w samotności we dwoje.

Ale równocześnie to historia – nieobca wielu kobietom - zapominania o sobie. Kalina poddała się…

Myślę, że ta historia ma w sobie wiele z życia większości kobiet. I młodych i starszych. Bo to częściej my kobiety poświęcamy się dla związku, potem dla rodziny. Może i początkowo usługiwanie domownikom sprawia nam radość, ale z czasem staje się pułapką. Kiedy jednak całkowicie wyrzekniemy się swoich marzeń i pasji, zaczyna nam doskwierać uczucie niespełnienia, zmęczenia, i braku sensu życia. Trudno się z takiej pułapki wydostać. Nie mówię tu o zakończeniu związku, ale o porozumieniu i stworzeniu partnerskiej relacji.

Brakowało jej czułości, czuła się lekceważona i samotna, lecz nie potrafiła się zbuntować. Była przedstawicielką pokolenia kobiet, które wychowywano według wzorca poświęcania się dla rodziny…

Okazuje się, że to wciąż żywy problem. Dotyczy zarówno pokolenia mojej mamy, mojego, ale także pokolenia współczesnych młodych dziewcząt. Nawet powiedziałabym, że teraz młode kobiety, jeśli nie zawalczą o siebie we własnym domu, mogą mieć jeszcze trudniej, bowiem oprócz obowiązków domowych, pracują na etacie równie ciężko jak mężczyźni. Gdy spotkają partnera, który pragnie żyć według schematu, w którym to żona gotuje, pierze, sprząta, opiekuje się dziećmi, a on… no właśnie, jakie są jego obowiązki? Do tej pory w mediach, a nawet w rodzinnych rozmowach wybrzmiewa pytanie: „Mąż ci pomaga?” Jakie pomaga? Halo? Tworzymy rodzinę razem i wszystkie obowiązki i radości dzielimy po połowie.

Kalinie w małżeństwie nie tylko brakowało czułości, dotyku, miłości, ale choćby dobrego słowa, uznania jej codziennej pracy. Z czasem w małżeństwie całkowicie zatraciła kobiecość…

Nikt nie zauważał, ile serca wkłada w codzienność. W dom, w ogród, w rodzinę. Mąż i syn popołudniami grali w gry komputerowe, nie dopuszczając Kaliny do swojego męskiego świata. Lekceważąc jej potrzeby, wprost dawali do zrozumienia, że jej zdanie ich nie obchodzi. Kobieta próbowała ożywić seksualną stronę związku, ale poniosła porażkę, która ją całkowicie przybiła. W dodatku obwiniła o to siebie. Uznała, że jest mało atrakcyjna i tym sposobem całkowicie pogrzebała swoją kobiecość.

Nawet matka nie stała po jej stronie, prawda? 

Matka bardzo pragnęła, by córka zachowała status żony, a także pani domu. Piękny zadbany dom, w który Kalina wkładała codziennie mnóstwo pracy i serca był wizytówką posiadania i przynależności do klasy średniej. Pouczała ja, że przelotne miłostki Wojtka i ciągłe lekceważenie są normalne w małżeństwie. Ona również doświadczała tego samego ze strony męża, a zatem wszystko, według niej, było w porządku. Z czasem taka lekceważąca postawa  w stosunku do matki udzieliła się również synowi Kaliny. Nastolatek porównywał matkę z matkami swoich kolegów, które piastowały wysokie stanowiska, czy osiągały sukcesy w realizacji swoich pasji.

Moja babcia mówiła: kobieta musi najpierw wymagać, dopiero potem kochaćJ  Mało romantyczne, ale coś w tym jest…

Oj dużo racji miała pani babcia. Związek dwojga ludzi to bardzo trudny temat, szczególnie, gdy jeszcze młode, zakochane pragniemy oddać ukochanemu ciało, serce i duszę. Pięknie mu wszystko podać, ułatwić, usunąć przeszkody, a potem nagle taki stan staje się codziennością i nawet jeśli chcemy coś zmienić, nie potrafimy. Zaczynają się zgrzyty i pretensje. Od razu należy stawiać wymagania. To dotyczy zresztą obu stron.

Taką kobietą jest Alicja, sąsiadka Kaliny…  

Alicja nawet w tych wymaganiach powiedziałabym, że poszła za daleko 😊 Jest bardzo niezależną kobietą, rówieśniczką Kaliny. Nie upatruje jednak miłości jako coś na stałe, a jedynie jako flirt, niezobowiązujący romans, który daje jej chwilową radość. Gdy nudzi się mężczyzną, po prostu go porzuca. Natomiast, gdy kocha, obłaskawia wybranka drogimi prezentami. Ale i jej nagle doskwiera samotność…

Wreszcie jednak Kalina budzi się z letargu. To przebudzenie jest  bolesne…

Bardzo. Zawiódł ją mąż, ale chyba jeszcze bardziej syn. Nie znajduje zrozumienia w rodzicach. Matka każe jej zamieść niewierność małżonka i lekceważenie z jego strony pod dywan, ale tym razem w kobiecie coś pęka. Czara goryczy przelała się i Kalina postanowiła po prostu odpocząć od rodziny. Nabrać dystansu. Początkowo planuje wyjazd tylko na kilka dni, ale znajduje ukojenie w ciepłym śródziemnomorskim klimacie i tam nieśmiało realizuje młodzieńczą pasję.  

Kalina, w rozpaczy, rzuca wszystko i ucieka na grecką wyspę słońca – na Rodos. Grecja to dla Pani taka ziemia obiecana?

Chyba tak. Właściwie w tej powieści jest bardzo dużo ze mnie. Tkwiłam latami w takim patriarchalnym małżeństwie jak małżeństwo Wojtka i Kaliny, w dodatku pracowałam na etacie i pisałam książki. O dom dbałam tylko ja, a właściwie o każdy aspekt życia. Nie wierzyłam, że uda mi się kiedyś zmienić ten stan. W dodatku miałam na głowie kredyt hipoteczny, a to bardziej łączy niż miłość. Gdy dowiedziałam się o zdradach męża, w przeciwieństwie do Kaliny, miałam wielkie oparcie w mojej mamie. Po kilku latach poznałam Krzysztofa. Wyjechaliśmy razem do Grecji, właśnie na Rodos. Poprowadziłam czytelniczki ścieżkami, które przeszłam. Pokazałam Grecję, jaką wtedy widziałam, Dolinę motyli, zatokę Athonego Quinna, płynęłam tym jachtem, którym płynęli nasi bohaterowie. Jednak nie wierzyłam w miłość. Trudno było mi zaufać. Pamiętam, że gdy siedzieliśmy zapatrzeni w morze, powiedziałam do Krzysztofa: „Jaka szkoda, że z czasem wszystko się psuje między ludźmi, jeśli damy sobie szansę, z pewnością wejdziesz mi na głowę, bo ja nie potrafię wymagać”, a Krzysiu odpowiedział, że to ja wejdę mu a głowę, bo on też nie potrafi wymagać. Na szczęście okazało się, że nikt nikomu nie wszedł na głowę. Wszystko w domu robimy wspólnie. Dziś już wiem, że w miłości najważniejsza jest przyjaźń. Grecja natomiast, a szczególnie Rodos, jest dla nas ciepłym wspomnieniem. Wracamy tam, gdy tylko mamy możliwości.

W greckim słońcu Kalina wraca do siebie, do tej Kaliny sprzed lat?

Myślę, że do tej sprzed lat już nie wróci. Wszystko, co nas spotyka, szczególnie złe doświadczenia, odbierają nam cząstkę duszy. Jednak odkrywa siebie na nowo. Z pewną nieśmiałością wraca do młodzieńczych pasji. Nie wierzy w siebie i długo jeszcze nie uwierzy. Okłamałabym czytelniczki, gdybym napisała, że jest inaczej. Na zbudowanie siebie potrzeba czasu, dobroci, wyrozumiałości. Kalina za swoją odwagę dostała od losu dar miłości. Pytanie tylko, czy z tego skorzysta. Czy pójdzie za głosem serca, czy wpajanego latami poczucia obowiązku.

Nie zdradzajmy szczegółów, by nie odbierać przyjemności czytelnikom. „Niezapomniany walc”  to kolejna Pani powieść o kobietach, by wspomnieć „Bez planu B”. Tutaj również stawia Pani swoje bohaterki na zakręcie…

W powieści „Bez planu B” Ewa i Renata są zupełnie innymi kobietami. Obie pracują w korporacji. Są poniekąd spełnione, realizują swoje pasje. I dopiero gdy w firmie nagle ster przejmuje, co tu dużo mówić, bandyta, życie obu kobiet wywraca się do góry nogami. Ewa i Renata podążą zupełnie innymi ścieżkami. Ta życiowa lekcja pokory zmieni przyjaciółki. Czy odnajdą swoją drogę, miłość, co zdołają uratować z poprzedniego życia i z siebie? W dodatku na swojej drodze spotkają… wróżkę, a ta im okrutnie namiesza w głowach. Lubię powracać do powieści „Bez planu B”, bo sama zastanawiam się czasem, jak udało mi się zbudować tak doskonałą intrygę. Czytelniczki i zresztą sam Wydawca, mówią mi, że książka trzyma w napięciu aż do ostatniej strony.

Książka „Bez planu B” przedzieliła dwie powieści o trzech przyjaciółkach – „Przyjdzie pogoda na miłość” i „Przyjdzie pogoda na szczęście”. Przypomni Pani tę historię?

„Przyjdzie pogoda na miłość” ma pierwszeństwo w moim sercu. Ze wszystkich książek dla dorosłych, które napisałam, tę kocham najbardziej. To opowieść o trzech młodych kobietach, które wchodzą w dorosły świat. Mają swoje plany, marzenia, ale plany swoje a życie swoje. Joannę rzuca narzeczony i bierze ślub z inną kobietą, Magda spodziewa się dziecka, lecz odkrywa niepokojące objawy, które okazują się ciężką chorobą, Zuzanna marzy, by zostać modelką, ale wikła się w seksaferę w kręgach władzy. Moim marzeniem, gdy pisałam tę książkę, było by czytelniczki nie mogły oderwać się od czytania i dziś wiem, że to się udało. Takie opinie przewijają się na wszystkich portalach czytelniczych, a także dostaję mnóstwo wiadomości od czytelników z taką właśnie opinią. To miód na moje pisarskie serce.

Jesienią ukaże się tom trzeci – „Przyjdzie pogoda na ślub”. Uchyli Pani rąbka tajemnicy?

Gdy skończyłam pisać trzeci tom, rozpłakałam się. Czułam się tak, jakbym żegnała moich bliskich. Po prostu dopadł mnie syndrom opuszczonego gniazda. Czasami autorzy mówią, że postaci wymykają się spod kontroli. W powieści „Przyjdzie pogoda na ślub” tak ewidentnie było. Skończyłam powieść dokładnie w majowy weekend i wyjechałam na spotkania autorskie. Jednak tak bardzo żal mi było jednej z moich dziewcząt, że dopisałam rozdział, mimo napiętego terminu, bo powieść miałam oddać miesiąc wcześniej. Joanna siedziała mi w głowie non stop, a nawet mi się przyśniła i w końcu wymusiła zmiany. 😊

Skąd czerpie Pani inspirację?

Z życia. Czasami usłyszę jakieś jedno zdanie, które rozbudzi moją wyobraźnię. Potem historia dojrzewa w mojej głowie, aż dojrzeje na tyle, by stać się kanwą powieści.

Słyszałam, że wiele kobiet znajduje w Pani powieściach cząstkę własnych doświadczeń. To chyba wielki komplement…

To cudowne uczucie. Bardzo często czytelniczki piszą do mnie, że powieść jest jakby właśnie o nich. Ostatnio pani napisała mi, że czekała na drugą część „Przyjdzie pogoda na szczęście”, bo chciała zobaczyć, czy Joanna wybaczyła ojcu. Ona miała identyczną sytuację.

Sądzi Pani, że książka może odmienić czyjeś życie?

Jeśli ma w sobie to coś, co pobudzi czytelnika do działania, to tak. Oprócz wciągającej historii staram się, by moje powieści miały solidne podłoże psychologiczne. W „Przyjdzie pogoda na miłość” poruszyłam temat wybaczania, natomiast w powieści „Bez planu B” temat wdzięczności. Rzadko zdajemy sobie sprawę z tego, jak trudnym tematem jest wdzięczność, i jak szybko udzielona niewłaściwie pomoc, obraca się przeciwko darczyńcy.

Nie myślała Pani, by napisać powieść z punktu widzenia mężczyzny?

Na razie nie mam takich planów. Tak jak powiedziałam wcześniej, staram się, by moje powieści miały sensowne tło psychologiczne, nie wiem, czy potrafiłabym się wczuć w punkt widzenia mężczyzny. Może kiedyś.

Tęskni Pani za literaturą dla dzieci?

Nie miałam okazji zatęsknić, bo napisałam w ostatnim czasie 10 książeczek dla dzieci. Wprawdzie z wierszykami, ale pozwoliło mi to zrealizować swoje tęsknoty, tym bardziej, że przyszedł na świat mój wnusio Franuś, więc nie chcę zaniedbywać literatury dziecięcej.

Pisanie powieści niesie z sobą wielką satysfakcję, ale jest też dla Pani wysiłkiem – emocjonalnym, prawda?

Czytelnik nawet nie przypuszcza jak wielkim. Nie myślę o niczym innym, tylko o moich bohaterach. Cieszę się ich radościami i płaczę z nimi po porażkach. Zżywam się z każdą pisaną przez siebie książką. Po skończonej książce czuję się wyzuta z sił. Dzięki powieściom dla dorosłych - i co tu dużo mówić -dzięki wspaniałemu ich odbiorowi przez czytelników - nabrałam pisarskiej pewności siebie. Pisze mi się wspaniale, choć nie jest to łatwe zajęcie. Lubię jednak to, co robię. Praca stała się moją wielką pasją.

Czego my, wielbiciele Pani książek, powinniśmy Pani życzyć?

Żeby książki zyskiwały coraz więcej czytelników, a także, by nie zabrakło mi pomysłów na nowe, no i może tego, by któraś z nich doczekała się ekranizacji… „Niezapomniany walc” świetnie nadawałby się na ekrany kin.

 

Wydawnictwo Szara Godzina 2017 | Designed By mappo.pl
We use cookies
Szanowny Użytkowniku, informujemy, że serwis korzysta z plików cookies w celu realizacji usług zgodnie z Polityką prywatności. Pliki cookies są niezbędne do możliwości korzystania ze serwisu.