Nadzieja zawieść nie może. Mówi się, że umiera ostatnia. Bez niej byłoby ciężko przetrwać niejedną trudną chwilę. - Mówi w wywiadzie Marta Nowik, autorka powieści ,,Moc nadziei".

,,Moc nadziei”… Czy warto mieć nadzieję?
Nadzieja zawieść nie może. Mówi się, że umiera ostatnia. Bez niej byłoby ciężko przetrwać niejedną trudną chwilę.
Czy mogłabyś przedstawić głównych bohaterów powieści?
Marcel to mężczyzna, którego już od najmłodszych lat życie nie rozpieszcza. Doświadcza wiele zła, również od bliskich, którzy go zawiedli.
Sylwia to odważna dziennikarka. Realizuje się zawodowo. Jednak jej życie prywatne okazuje się kompletną klapą. Dosyć długo zdaje się tego nie dostrzegać.
Bezdomni to ludzie, których większość nie zauważa… A raczej zwraca uwagę tylko wtedy, gdy nieładnie pachną w autobusie. Skąd pomysł na bohatera, który przeżył bezdomność?
Spotykam różne osoby. Również takie, które nie mają swojego domu. Usłyszałam niejedną przejmującą historię…
Ale nawet w bezdomności Marcel znalazł braterstwo i „rodzinę”…
Tu sprawdziło się powiedzenie, że prawdziwych przyjaciół poznajemy w biedzie. Okazuje się, że rodzina to coś więcej niż grupa osób, z którą dobrze się wychodzi na zdjęciach.
Spotkał też Sylwię, młodą dziennikarkę piszącą reportaż… Nie potraktowała Marcela i jego kolegów jak kolejnego „tematu”?
Początkowo tak. Sumiennie wykonywała powierzone jej zadanie. Była ambitna. Chciała zdobyć nagrodę za dobrze zrobiony reportaż o ludziach mieszkających na ulicy. Jednak z czasem coś zaczęło się zmieniać. To, co zobaczyła, poruszyło jej serce.
Spotkanie z drugim człowiekiem może stać się katalizatorem zmiany…
Drugi człowiek jest dla nas lekcją. Dobrze lub byle jak odrobioną.
Można powiedzieć, że Marcel „wyszedł” z bezdomności… Ale może bezdomność na zawsze pozostaje w człowieku? Nie można po prostu odciąć się od przeszłości?
Czasami przeszłość determinuje wybory człowieka. Powraca w najmniej spodziewanym momencie, niekoniecznie w nocnych koszmarach. Czy da się od niej uciec i zapomnieć? Różnie to bywa…
Gdy ludzie dowiadują się, że Marcel był bezdomnym, niektórzy się odwracają… Bezdomność jest jak „trąd”?
Niektórzy lubią wytykać palcami tych, którym coś się w życiu nie udało. Przyklejać łatkę tym, którzy nie spełniają ich oczekiwań. Może czują się przez to lepsi?
Jednym z głównych motywów tej powieści jest dojrzewanie rozumiane jako nauka akceptacji siebie i swojej przeszłości oraz umiejętności stawiania granic…
Lubię zasłyszane kiedyś powiedzenie, że nie każdy z wiekiem staje się człowiekiem. W tej powieści na szczęście jest na odwrót. Przemiana Marcela jest trudna, ale możliwa. Wielki świat go nie pociąga. Bohater szuka dobrych ludzi i miejsc, gdzie może bezpiecznie zakotwiczyć na dłużej.
Miłość bywa trudna?
Miłość jest zadaniem. Decyzją. Wyborem. Pragnieniem dobra drugiej osoby. Nie polega przede wszystkim na uczuciach, które są zmienne i przemijają niczym wczorajszy wiatr.
Jak przygotowywałaś się do pracy nad książką?
Spacerując, układałam w sercu historię Marcela. Jedna z moich dróg zaprowadziła mnie do pewnego koczowiska, którego widok bardzo mnie poruszył. I tak to się zaczęło…
Czy czerpiesz z otaczających Cię ludzi przy tworzeniu postaci?
Każdy napotkany człowiek może stać się źródłem inspiracji, chwilowej refleksji i pochylenia się nad tym, czego akurat doświadcza.
Czy pracując nad tą książką, zmieniłaś trochę spojrzenie na otaczającą rzeczywistość?
Raczej nie. Świat się nie zmienił, ludzie również.
Jeden z bohaterów przedstawienia Janusza Głowackiego „Antygona w Nowym Jorku” żegna się z widzami słowami: „Według ostatnich danych liczba homelessów w Nowym Jorku zwiększa się. I w końcu tego roku na każdych trzystu nowojorczyków przypadać będzie jeden bezdomny. To by znaczyło, że dzisiaj w teatrze jest co najmniej jedna osoba, która niedługo znajdzie się na ulicy. I ta osoba dobrze wie, o kim mówię. (z uśmiechem) Życzę Państwu miłego wieczoru”. Co o tym myślisz?
Uśmiecham się, gdy inni opowiadają mi o swoich wielkich planach na przyszłość. Zdaje im się, że są panami życia i śmierci. Nie da się dokładnie zaplanować każdego dnia. Statystycznie, ktoś z nas kiedyś straci to, co ma i przewrotny los może wtedy wskazać na miejsce zamieszkania jedynie ulicę. Brzmi okrutnie. Ale po rozmowach z bezdomnymi wiem, że wszystko się może zdarzyć.
Czym jest dla Ciebie pisanie książek?
Odskocznią od prozy życia. Relaksem. Ukojeniem po ciężkim dniu. Ucieczką, po spotkaniu z trudnym człowiekiem.
Jak wybierasz tematy, które potem przekuwasz w powieść?
One same do mnie przychodzą. Dostaję je od życia w prezencie. Przynajmniej tak to postrzegam.
Jeżeli mogę zapytać, nad czym teraz pracujesz?
Tworzę kolejną historię. Lubię Czytelnikom robić niespodzianki. Wiem, że na nie czekają. Staram się napisać coś, co poruszy ludzkie serca i da nadzieję na lepsze jutro. Do zaczytania!
Dziękuję za rozmowę
Magda Kaczyńska
